Ogólnie nieczęsto się wzruszam na filmach (z wyjątkiem magicznych dziewięciu miesięcy ciąży), ale jest kilka tytułów, przy których łezki mi się w oku kręciły i kręcić będą.
A więc, po pierwsze i naważniejsze, film
Bandyta z 1997 roku. Reżyser - Maciej Dejczer, scenariusz - Cezary Harasimowicz. Film produkcji polsko/niemiecko/francusko/angielskiej.
Filmweb o
BandycieAkcja "Bandyty" toczy się na początku lat dziewięćdziesiątych. Brute - recydywista, bandyta, pół-Anglik, pół-Polak - zostaje zesłany w ramach resocjalizacji do dziecięcego szpitala w Rumunii. Miejsce to okazuje się przedsionkiem piekła. Brute staje twarzą w twarz z przerażającą prawdą: jedynym ratunkiem dla dzieci jest ich sprzedaż na Zachód. Uzyskane w ten sposób pieniądze pozwalają przetrwać pozostałym pacjentom szpitala(...)
Niesamowity klimat tego filmu twqorzy przede wszystkim muzyka Michała Lorenca. I film, i muzyka chwytają za serce, przy pierwszym oglądaniu poryczałam się chyba sześć razy.
POza tym, wzruszam się zawsze na
Zielonej Mili, oglądajac
Requiem dla snu też miałam wilgotne oczy. No i nie mogę pominąć większości pełnometrażowych Disneyowskich bajek :P